Na sportowo

Dzisiaj pijemy za moje!11!!11!

Pewnie się Wam wszystkim wydaje, że dziś jest taki zwykły, przeciętny dzień. Który to właściwie? trzeci, czwarty lutego? Ot- któryś z tych pierwszych dni miesiąca, na który przysłowiowo przypada podkuwanie butów. Temperatura koło zera stopni, słońce nieśmiało przebija się przez smog. Śnieg podobno był widziany gdzieś w najgłębszych zakamarkach Pola Mokotowskiego. Chciałoby się powiedzieć: nic nadzwyczajnego, mnóstwo takich dni za nami i pewnie jeszcze więcej przed.

Otóż wszyscy jesteście w błędzie, dziś jest dzień kiedy pękło niebo, pierwszy dzień końca mojego życia, dzień w którym wszystko się zmienia. Nic od tej pory nie będzie już takie jak przedtem.

Ale może zacznę od początku. Moja kariera ścigania się czym popadnie trwa nieprzerwanie od prawie czternastu długich lat. Po drodze wszystko się pozmieniało. Kiedyś ścigaliśmy się modelami samochodów zdalnie sterowanych (rys.1.), potem rowerami mtb a aktualnie głównie przełajami.

Rys.1. Na podeście podczas zawodów w Blue City, ja to ten mały Czeczen drugi od lewej

Chociaż nie, jedno pozostaje bez zmian. Niestety od zawsze wyścigom towarzyszyły „walki bratobójcze”. W nich rywalizacja jest o tyle zacięta, że jesteśmy świadomi jako bracia bliźniacy, że zostaliśmy przez naturę równie skromnie obdarzeni umiejętnościami i w zasadzie mamy równe szanse. Tu krótka anegdotka: w przypadku modelarstwa, gdzie sprzęt niestety do tanich nie należał, podczas spektakularnych finałów gdzie miało się rozstrzygnąć który z nas tym razem dojedzie pierwszy, nasz tytularny sponsor (tata) zwykł wychodzić przed halę bo i tak w sumie nikomu nie kibicował.

Ale My nie o tym dzisiaj…

Dzisiaj jest opowieść o chłopcu, który dzięki ciężkiej pracy i ogromnej determinacji wreszcie w życiu do czegoś doszedł. XD. Ktoś mnie kiedyś zapytał, że skoro pakuje w hobby sporo kasy (na której nadmiar nie narzekam) i czasu (zwykle nawet na głupoty się znajdzie) to na pewno za osiągnięcia dostaje się hajs i fajne nagrody. No i właśnie nie… do dzisiaj nie. Dzisiaj pierwszy raz w życiu wygrywam prawdziwe P I E N I O N S Z K I!11!! a Wy co? dalej spokojny etacik? własny biznes? ja od dziś zostaję sportowcem. Nie no żartuję.

Nie przedłużając, pewnie jak to czytasz ja zamawiam kolejną kolejkę gdzieś na Pawixach, do czego Ciebie też serdecznie zapraszam, bo dziś jest za co!

Ps. Zrobienie dobrego zdjęcia z przykucem na piwkach wymaga poświęceń. Dobrze chociaż, że to nie Harnaś.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *